Przejdź do treści

Biedni chińczycy bogaci w doświadczenia

Największym shillerem Bitcoina jest Kubuś Puchatek. Cześć i chwała mu za to.

Naród chiński jest wspaniały. Wniósł ogrom wrażeń do mojego dotychczasowego żywota.

A najlepsze jest jeszcze przed nami.

Wszystko zaczęło się w latach 90. Ja miałem wtedy kilka lat. A potem trochę więcej. 

Chiny w tym czasie zajmowały się dostarczaniem mi zabawek. Niemal wszystko co wtedy wpadało mi w rączki było wcześniej wytworzone przez chińskiej małe rączki. Dzięki temu miałem mnóstwo frajdy. A pierwszą znaną mi angielską frazą było „Made in China”. 

Ale to nie było tylko moje doświadczenie. To okres, w którym tania i prosta chińszczyzna zalewała świat. Okres, w którym Chińska gospodarka rozwijała się bardzo szybko. Notując nierzadko dwucyfrowe wskaźniki rocznego wzrostu gospodarczego. A głównym motorem napędowym tych wzrostów była właśnie produkcja i eksport dóbr.

Początkowo prostych. Czasem wręcz prymitywnych. Jak było coś skomplikowanego, to raczej było tylko składane z części pochodzących z bardziej zamożnych i rozwiniętych krajów.

Jednak z czasem, jak chiński prosty lud stawał się coraz bardziej kształcony i ogarnięty, to zachodnie korporacje zaczęły sporawdzać coraz to bardziej zaawansowane technologie. Do wytwarzania coraz bardziej złożonych produktów. 

A chińskie oczka na to patrzały. Rozkminiały, kopiowały i zaczynały produkować nie tylko dla zachodznich kapitalistycznych partnerów. Ale także dla siebie. Zaczynając od prostaty, z czasem po coraz bardziej zaawansowane rzeczy. A chińskie brendy zaczęły zawitywać ze swoimi produktami na zachodnim rynku konsumenckim. Chyba każdy od dobrej dekady kojarzy marki Xiaomi czy Huawei. Elektornika często o jakości nie gorszej od zachodniej. Nierzadko w lepszej cenie. A ostatnio głośno o marce BYD. Głównym chińskim ekporterze aut elektrycznych. Które coraz częściej jeżdżą po drogach wszystkich konsumentów. A Niemiec płakał, jak importował.

Chińczyki z czasem nie tylko zaczęły produkować coraz bardziej zaawansowane sprzęta. Oferując je pod własnymi markami. Zapewniając sobie wyższą marżę, niż będąc tylko wyrobnikiem zachodniego kapitalisty. 

Dzięki temu społeczeństwo zaczęło się bogacić. I rynek wewnęrtrzny, składający się z miliarda coraz bogatszych chińczyków stawał się coraz bardziej atrakcyjny. I dla chińskich producentów, co sprawiało że z czasem export tracił na znaczeniu. I dla zachodnich brandów. Co sprawiało, że taki koszykarz NBA czy amerykański filmowiec, może wieszać psy na swoim rządzie. Ale złego słowa o Kubusiu Puchatku czy Chińskiej Republice Ludowej powiedzieć nie może.

Żeby nie było, że pierdole tylko kocopoły, to teraz muszę wrzucić parę wykresów z wiarygodnego źródła. Żebyś wiedział, że nie zmyślam tutaj za bardzo. Źródłem wiarygodnych danych i wykresów będzie Bank Światowy. A pierwszy wykres pokazuje, że export rzeczywiście w ostatnich kilkunastu latach utracił na znaczeniu w chińskim PKB:

Dla pełniejszego obrazka dorzucimy na ten wykres jeszcze kilka innych krajów.

I widzimy, że na eksporcie to nie stoją chińczyki. Tylko My – Europa. A my poliaki to już szczególnie. Tego to żem się nie spodziewał. 

To na czym stoją chińczyki? Na budowanku:

To jest wykresik z chińskiego biura statystycznego. Pokazuje on ile budownictwo zrobiło PKB w danym kwartale. Nie jest to jednak wyrażone procentowo, tylko w yuanach. Sztuczna inteligencja jest za głupia, aby mi to przeliczyć na roczne procenty. A ja jestem na to za leniwy. Ale wygląda że rośnie. A właściwie to rosło, bo ostatnie przestało. Przestało, bo się zesrało. O czym pewnie w ostatnich latach słyszeli wszyscy co mają jakiekolwiek zainteresowanie pieniążkami.

My jednak wróćmy do okresu gdy rosnęło. Bo to rośnięcie sprawiło, że inwestowanie w nieruchomości stało się domyślnym chińskim wehikułem inwestycyjnym. Do tworzenia i przechowywania majątku. Nieruchomości zawsze rosną. Ale jak przestają, to jest zdziwko. 

Nie będziemy wchodzić w szczególy dlaczego chińscy deweloperzy mają problemy z wypłacalnością. Nie będziemy rozprawiać o tym, jak spadają ceny nieruchomości. Jak wiele z nich stoi puste. A ile z nich ma problemy z byciem kiedykolwiek wybudowanym i dokończonym. Nie bedziemy w to wchodzić, bo nas to nie interesuje. Nie jest nam do niczego potrzebne.

Jedyna czego nam tu trza, to zrozumienie skali zjawiska i problemu z tego wynikającego. Co widać po różnych działaniach chińskich władz, które tam różne akcje podejmują, by ratować płynność w tym sektorze. Ostatnio chyba nawet odjebali coś takiego, jak obligowanie banków do pożyczek bez zabezpieczeń dla developerów. Albo siem uda, albo problem będzie jeszcze większy i głębszy. Nasz bardziej podnieca ten drugi scenariusz. Ale już teraz dla nas jest nie najgorzej.

Mamy rzeszę chińczyków, którym urwał się mit bogacenia na nieruchomościach. Czy nawet zabezpieczania w nich majątku wynikającego z bogacenia się gdzie indziej. A oni lubiom się bogacić. 

Co w takim razie taki chińczyk może robić? Gdzie wrzucić swoje ciężko zarobione yuany?

Jedną z odpowiedzi jest zagramanica. To Chińczyki też bardzo lubiom robić. Ale to nie specjalnie może podobać się Kubusiowi. Więc nie jest to najlepszy kandydat na domyślny wehikuł inwestycyjny dla dziesiątków milionów chińczyków.

Może w takim razie giełda? Chińczyki mają ich nawet kilka. Dwie największe w bieżącym roku wyglądają tak:

Oba te wykresy mogłby w słownikach czy encyklopediach ilustrować hasło „rośnie i będzie rosnąć”. 

Może się więc wydawać, że chińczyków jakoś nie specjalnie w tym roku zainteresowała giełda. Mnie się jednak wydaje, że ich zainteresowała. Ale przestała jeszcze bardziej interesować kapitał zagraniczny. Z jednej strony chiński rynek akcji jest bardzo zależny od nastroju Puchatka. Z drugiej strony eskalacja napięć na linii USA – Chiny. I troska o to, aby w przypadku jej powiększenia kapitał zachodni w Chinach nie uległ przypadkiem konfiskacie. Jak ruski na zachodzie dwa lata temu.

My mieliśmy w ostatnich miesiącach, szczególnie letnich, informacje o tym, jak to chińczycy wyprzedają amerykańskie obligacje i akcje. Druga strona zapewne robiła to samo. I nie starczyło chińczyków z napływem kapitału, aby to pokryć.

Wniosek o tym, kto tu lepiej na tym wyszedł, a kto okazał się większym debilem będziemy mogli wyciągnąć po tym, jak zobaczymy jak w tym roku performowały rynki amerykańskie:

O jejku!

Więc Pan Chińczyk nie specjalnie mógł sobie zarobić na giełdzie w tym roku. A Pan Amerykaniec mógł całkiem dobrze. Tak samo jak Pan Chińczyk inwestujący w Stanach. Ale to się nie podoba Kubusiowi Puchatkowi. A jemu się wiele rzeczy nie podoba. Co zazwyczaj nie specjalnie przysługuje się zarabianiu na chińskich giełdach.

Ostatni przykład, Kubuś Puchatek stwierdził, że nie chce aby Pan Chińczyk spędzał święta przed konkuterem i w sylwestra grał w gre. Może powiedzieć, całkie zdrowe podejście wychowawcze. Dobry troskliwym ojcem Kubuś Puchatek jest.

Ale niespecjalnie spodobało się to rynkom i inwestorom z sektora chińskiej rozrywki. Tamtejszy gigant Tencent jebnął na pysk o 12 procent w trakcie jednej sesji:

Takie numery są tam odpierdalane regularnie. Najkoronniejszy przykład to rozprawa Kubusia z chińskimi Big Techami z 2021. Którym zaczęło się wydawać, że stały się na tyle duże, że mogą mieć coś do powiedzenia. Finalnie okazało się, że lepiej im wychodzi znikanie niż mienie coś do powiedzenia. A kurs takiej Alibaby do tej pory leży na glebie z krzywym ryjem rozwalonym:

Jakby to powiedział Joker: brak impasu nie sprzyja inwestorom.

Inwestowanie w chińskie spółki na razie wydaje się tak samo sensowne, jak wrzucanie monetek w Orlen za czasów PiSu:

No ale nie wieszajmy ostatnich psów na Kubusiu Puchatku i chińskiej giełdzie. Bo być może kiedyś będę chciał tam pojechać na wycieczkę. I kiedyś będzie tam tak źle, że będę chciał na tym zarobić.

No to jak nie nieruchomości, nie giełda to co pozostaje Panu Chińczykowi?

Odpowiedzi na to pytanie może być wiele. Ale my na potrzeby naszej tezy uznamy że jest ona tylko jedna. I jest znana chińczykom od pokoleń.

Brzmi ona tak:

Bitcoin i krypto generalnie szybko zyskiwały na popularności w Chinach. Będąc bardzo przyjazną formą zagranicy. Gdzie kontroli nie ma ani Kubuś Puchatek. Ani Wujek Sam. Ani nikt inny. Dlatego Chiny szybko stawały się jednym z kluczowych graczy w kontekście kopania czy inwestowania w Bitcoina. A jednym z głównych motorów napędowych adopcji USDT w pierwszych latach była łatwa ekspozycja na dolara / forma dolarowych rozliczeń dla chińskich przedsiębiorców.

Ten brak kontroli nie specjalnie przypadał do gustu Puchatkowi. Dlatego Chiny regularnie banowały Bitcoina. Do tego stopnia, że w 2017 roku było to powszechnym memem. A w 2020/21 te bany wydawały się nawet w końcu skuteczne. Zwłaszcza w kontekście kopania.

Teraz wiele wskazuje na to, że ludowa władza Chin da swoim ludziom kontrolowaną namiastkę Bitcoina. Czyli spotowe ETFy:

Jest to dla rządzonych i banksterów najlepsza forma w jakiej mogą pozwolić wchodzić motłochowi w krypto. Ludzie będą mieli cały czas ekspozycję na cenę. Wizję wzbogacenia się na tym. Ale nie dostaną decentralizacji, samodzielności i pełnej kontroli. I łatwo będzie można ich opodatkować.

Dla nas to także nie najgorsza opcja. Nie będziemy z niej korzystać. Bo my chcemy mieć prawdziwe Bitcoiny w naszych portfelach. Na których nikt nie może położyć swojej tłustej łapy. Ale których to część możemy sprzedać do tych ETFów podczas rynkowej euforii. Do której Szanowny Pan Kubuś Puchatek cały czas dokłada kolejne cegiełki. Pamiętajmy więc, aby także o nim pomyśleć miło podczas właśnie zaczynających się świąt.

    Komentarze są wyłączone, ale trackbacki i pingbacki są aktywne.