Przejdź do treści

Bitcoin is a new US stocks. I to dwa razy

Amerykański rynek akcji jest duży. Naprawdę duży. Jeśli zerkniemy na top10 światowych giełd pod względem kapitalizacji, to dwie pierwsze pozycje są okupowane przez amerykańskie giełdy. Odpowiednio New York Stock Exchange (NYSE) oraz NASDAQ:

Źródełko tabelki: https://www.visualcapitalist.com/global-share-of-us-stock-markets/

Ich wspólna kapitalizacja jest większa niż pozostałych ośmiu razem wziętych.

Przyczyn tego może być wiele. Taką pewnie najbardziej fundamentalną jest siła samej amerykańskiej gospodarki. Oraz powszechny kapitalistyczny etos prowadzący firmy do przeprowadzenia publicznej emisji akcji.

Siła amerykańskiej gospodarki po części wynika z tego, że w dużej mierze, są to globalne korporacje. Które zarabiają na rynkach całego świata. Generując zysk dla swoich amerykańskich akcjonariuszy. Koronny przykład amerykańskie big techy.

Dlatego też nie dziwnym jest, że ludzie z innych krajów też chętnie stali by się akcjonariuszami tych spółek. Więc zewnętrzny kapitał coraz chętniej inwestuje na tym rynku. Co ma pozytywne sprzężenie zwrotne. Bowiem zwiększa to popyt, windując ceny akcji w górę. Wysokie stopy zwrotu przyciągają jeszcze więcej kapitału z zewnątrz. Co jeszcze bardziej winduje wyceny.

I oto jesteśmy w sytuacji, gdzie giełdy amerykańskie dominują rynek akcji. Wszelcy brokerzy, obok ewentualnych rynków lokalnych, oferują dostęp do amerykańskich instrumentów. Nawet w DeFi widzimy, że jak pojawiają się jakieś próby robienia akcji onchain. Czy to syntetyków czy regulowanych pokrywanych certyfikatami. To w pierwszej kolejności są to akcje amerykańskie. Zazwyczaj tamtejszych technologicznych gigantów.

Cały świat inwestuje w Ameryce. Co robi dobrze wyceną tamtejszych spółek. Oraz pomagała załatać hamerykański budżet.

Dla przykładu, na chłopski rozum, krowie na miedzy.

Mamy trzy kraje USA, Japonia, Polska

Gdzie inwestują amerykanie? W pierwszej kolejności w USA. Trochę kapitału poleci do Japonii, to w końcu dalej dość duży rynek. W polskie akcje zainwestuje dwóch ziomków. Jeden mieszka w Chicago. Drugi był na wakacjach w Polsce, gdzie poznał dziewczynę i ma fajne wspomnienia.

Gdzie inwestują Japończycy? W Japonii. Ale też w dużej mierze oczywiście w Ameryce. Co do inwestowania w Polsce, pewnie znajdzie się ze trzech takich pokurwieńców.

Gdzie inwestuje Polacy? Oczywiście w narodowe czempiony na GPW. Ale całkiem sporo sporo z nich wydupia z ciężko zarobionym polskim produktem narodowym brutto za ocean. Większość do USA. Moze paru koneserów ramenu też się tutaj znajdzie. 

Czyli każdy inwestuje w Ameryce. Sporo też inwestuje w lokalne rynki. Mało kto inwestuje w inne zagraniczne rynki. 

No to teraz trzeba sobie zdać sprawę, że Bitcoin i topowe inne krypto, są jak amerykańskie akcje technologiczne. Tylko bardziej. Dwa razy. Albo i na sterydach.

One z definicji są globalne. Blockchain jest ponad granicami. Obejmuje całą planetę. I lokalne giełdy krypto powstały pewnie w każdym kraju na tej pełnej łez planecie. Można pewnie nawet posilić się na założenie, że inwestowanie w krypto może jeszcze ma mniejszą skalę niż amerykańskie stonki, ale jest bardziej globalne. Teraz wystarczy tylko zwiększyć skalę i system rozjebany. A my lądujemy na księżycu.

I do tego właśnie służą nam ETFy.

Żeby kupić sobie Bitcoiniki czy Etherki na CEXie to jest jednak trochę pierdolenia. Czy to dla indywiduów czy (zwłaszcza) dla instytucji. Trzeba rozeznać gdzie to zrobić? Czy to będzie bezpieczne? Problemy z depozytami. Jakieś portfele i listy słówek. Idź pan w chuj!

Ja chcę kliknąć dwa razy na mojej platformie i mieć tego Bajtcoina obok akcji Tesli, Orlenu czy Nintendo. 

I do tego są te całe spot ETFy. Żeby zezgredziałe inwestory mogły „wejść w Bitcoina” dwoma kliknięciami na swojej platformie. A żeby pod spodem trzeba było kupić Bita z naszych toreb (dlatego nienawidzimy ETFów opartych o kontrakty). 

Oczywiście najwięcej gadaniny jest o ETFy amerykańskie. Ponieważ to one będą notowane na amerykańskich giełdach. Na których to inwestuje pół świata. Co sprawi, że pół świata będzie mogło kupić od nas Bitcoina za pomocą dwóch kliknięć. 

Nie warto mieć złudzeń, że amerykański establishment finansowy ma jakieś przeciw wobec krypto ETFów. Dzięki nim będą mogli zarobić wszyscy. Twórcy produktów i ich partnerzy. Na prowizjach i dostarczaniu surowca do skarbca. Same giełdy na większych wolumenach i prowizjach od zleceń. Brokerzy, gdzie to wszystko będzie klikane. No i sam amerykański rząd, który będzie mógł opodatkować zyski od tego. Zyski z kapitału z całego świata, łatające dziurą budżetową w USA. Super, o to właśnie chodzi.

Ale inne establiszmenta finansowe nie są głupie. I też chcą do siebie przyciągnąć kapitał wygłodniały Bitcoina i krypto. Tym bardziej, jak w przypadku Hong Kongu, ich rola w światowym systemie finansowym spada. Bo Kubuś Puchatek musiał przy pomocy pałowanka zaprowadzić swój porządek. 

Bitcoin i krypto od początku są aktywem, w które można inwestować pod dowolną szerokością geograficzną. I pod zdecydowaną większością z nich jest to w bardzo atrakcyjna inwestycja. Pod resztą jest atrakcyjna w chuj. 

Przeszkodą przed wejściem większego kapitału były między innymi duża niepewność czy to nie spadnie do zera. Szemrana reputacja kryptowalut. Duża bariera wejścia. Niepewność regulacyjna.

Pierwszą wątpliwość rozwiał czas. W niektórych kolejnych też trochę pomógł. Ale ostatecznie rozwiążą tą kwestię spotowe ETFy. Dzięki którym cały świat będzie kupował nasze śmieszne pieniążki z internetu pod szyldami największych instytucji finansowych świata.

Cieszmy się bolączkami materialnymi dnia codziennego, póki jeszcze możemy!

Ament.

    Komentarze są wyłączone, ale trackbacki i pingbacki są aktywne.