Przejdź do treści

Czy powody, dlaczego nieśmiało zerkam na Indie


W ostatnich latach wszyscy obstawiają batalię o dominację na świecie. Czy USA utrzymają swoją pozycję, czy też Chiny staną się nowym hegemonem? Ja skłaniam się ku temu, że największym zwycięzcą tej rywalizacji mogą okazać się Indie.

Sprzyjający układ strukturalnych sił

Jedną z rzeczy, które Chiny ostatnio zrobiły na drodze do stania się światowym hegemonem, to przestały mieć największą populację na świecie. A sporo ekspertów prognozuje, żę zaczną mieć problemy związane ze spadkiem liczebności ludności (oraz starzeniem się społeczeństwa). Zresztą najprawdopodobniej będzie to problem, przed którym w najbliższych dekadach stanie cała ludzkość. 

Ale nie o China i nie o ludzkości dzisiaj, lecz o Indiach. To one właśnie stały się krajem o największej populacji na świecie. I dzisiaj spróbujemy się przyjrzeć temu, czy może temu towarzyszyć dynamiczny wzrost gospodarczy. Co może się dla nas stać przesłanką do rozważenia tamtejszych rynków pod kątem inwestycyjnym. 

Rzućmy teraz okiem na wykres demografii Indii w porównaniu do Chin. W ostatnich dekadach oraz z prognozami na kilka kolejnych:

Wygląda na to, że Chińczyków czeka już pokurczenie. A Indie będą dalej jeszcze rosnąć przez kilka następnych dekad. Osiągając szczyt gdzieś w latach pięćdziesiątych tego stulecia na poziomie około 1,7 mld. 

Prognozy prognozami, więc mogą się nie sprawdzić. Ale biorą się one z pewnych przesłanek. Które wydają się być logiczne. Dwie z bardziej znaczących to aktualna średnia wieku oraz dzietność w obu społeczeństwach. Średnia wieku w Indiach to koło 28 lat, a najliczniejszymi przedziałami wiekowymi są przedziały 15-20 oraz 20-25 lat. W Chinach średnia wieku to natomiast około 39 lat, a najliczniejsze grupy to przedziały 30-35 oraz 50-55 lat. A średnia dzietność to odpowiednio: 2,1 dla Indii oraz 1,7 dla Chin. 

Duża liczebność kraju może mieć zalety w kontekście rozwoju ekonomicznego. W przypadku biednych krajów może być wykorzystana jako źródło taniej siły roboczej dla zagranicznych inwestorów. A wraz z rozwojem i bogaceniem się społeczeństwa staje się atrakcyjnym rynkiem wewnętrznego zbytu. Taką drogę przeszły same Chiny, gdzie export był przez kilka dekad głównym motorem napędowym wzrostu PKB. Jednak w ciągu ostatniej dekady, wraz ze wzrostem wewnętrznego dobrobytu (i nakręcaniem bańki na nieruchomościach), udział eksportu w PKB Chin zaczął znacząco maleć:

Tak więc Indie mają duży potencjał zarówno w kontekście eksportu, jak i wytworzenia własnego ogromnego rynku zbytu. Zróbmy sobie jeszcze jedno porównanie Chin do Indii. Tym razem pod kątem wartości Produktu Krajowego Brutto:

Tutaj widzimy, że Chiny odstawiły Indie o rzędy wielkości. Ale niech to nam nie sugeruje, że Indie radziły sobie jakoś tragicznie źle. Bo radziły sobie całkiem dobrze, pomnażając w ciągu trzech dekad swoje PKB per capita sześciokrotnie. Po prostu porównując kogokolwiek do Chin w tym okresie wypadnie on po prostu słabo.

Jednak jedno z największych wyzwań, a tymczasem i okazja do wzrostu, jest jeszcze przed tym krajem. Mowa oczywiście o industrializacji. O wykorzystaniu jej do wzrostu eksportu. Zupełnie tak jak zrobiły to Chiny. A wcześniej większość innych azjatyckich krajów rozwiniętych. Które najpierw w wyniku reformy rolnej zwiększały wydajność swoje rolnictwa. A gdy to było w stanie zapewnić nadwyżki nad wewnętrzną konsumpcją eksportowano je za granice. A pozyskane w ten sposób nadwyżki dewiz inwestowano w edukację i rozwój przemysłu. Skupionego najpierw na potrzebach rodzimego sektora rolniczego. Następnie wchodząc w bardziej zaawansowane segmenty i próbując swoich na rynkach międzynarodowych. Dokładnie taką drogę po drugiej wojnie światowej przechodziły dziś rozwinięte (a wtedy w większości zacofane i postkolonialne) kraje azji wschodniej (Japonia, Korea Południowa, Malezja czy Tajwan). Kluczowe było wtedy działania rządów tych krajów, które wspierały swój przemysł. Ale w sposób wybiórczy i przemyślany. Kierując swoje działania na rzecz rozwoju eksportu. Wychodząc z założenia, że to prowadzi do długoterminowego rozwoju gospodarki. Nie tylko prowadząc do nadwyżek handlowych tu i teraz, ale też tworząc podstawy pod naprawdę jakościowe marki. Bowiem lokalny nie rozwinięty rynek łatwo jest zalać byle jakości gównem i zarobić na tym w miarę dobrze. Natomiast na skali globalnej, trzeba konkurować jakością i wydajnością. Co prowadzi do ciągłego rozwoju. To właśnie takiemu podejściu zawdzięmy istnienie takich silnych marek jak Samsung czy Sony. Indie mają ten problem, że mają ogromny rynek wewnętrzny. Który nie stawia zbyt wysoko poprzeczki. Stąd nie specjalnie znamy jakieś indyjskie marki. A jeśli tak, to kojarzymy je raczej z bylejakością. Gdy przyjrzymy się na TOP20 kategorii eksportowych, to nie dopatrzymy się tam rzeczy high-endowych:


oddział zamknięty

dalsza treść tego artykułu dostępna jest tylko dla wtajemniczonych.
zarejestruj się aby dołączyć do tego zacnego grona



masz już konto tutaj bądź na Krypto Krypcie? zaloguj się na nie

    Komentarze są wyłączone, ale trackbacki i pingbacki są aktywne.