Przejdź do treści

Najtrudniejsze słowo w inwestowaniu, czyli maksymalizacja vs satysfakcja

Dzisiejsze krótkie rozważania sponsoruje literka W. W jak Wystarczy. Najtrudniejsze słowo w inwestowaniu. I jedno z trzech najtrudniejszych w życiu (dwa pozostałe to Nie i Kocham).

Żyjemy w epoce kapitalizmu, którego celem jest osiągnięcie maksymalizacji profitu z danego przedsięwzięcia. Ustrój ten jest połączony pozytywnym mechanizmem zwrotnym z naszą naturą. Egoistyczne pobudki napędzają kapitalizm, którym w zamian pozwala rozrastać się ego do nieograniczonych rozmiarów. Tworząc coraz to nowe potrzeby, które nigdy w pełni nie mogą zostać zaspokojone. Ale cały czas gdzieś tam jest nadzieja, że jeszcze kupie se to, pojadę tam, doświadczę tamtego, a będę w końcu spełniony i szczęśliwy. Ta nadzieja jest źródłem ogromnej rzeki pieniędzy wydawanej w celu zaspokojenia niezaspokajalnych i często sztucznie wytworzonych potrzeba. A za każdym pieniądzem jest cena. W postaci naszego czasu, energii, zasad moralnych czy innych zasobów potrzebnych do ich zdobycia. Często ta cena okazuje się po latach wyższa, niż są warte zakupione za pieniądze świecidełka czy zdjęcia na instagrama. Zwłaszcza, jak ten jebany skurwysyn Somsiad ma bardziej święcone świecidełka i więcej lajków na insta.

No dobra, ale w tym momencie skończmy te lewackie wysrywy. Bowiem nie jest moim celem krytyka kapitalizmu. W imię tego, że być może niczego lepszego do tej pory nie wymyślono. I suma sumarum plusy dodatnie pewnie dla większości przewyższają plusy ujemne. Celem poprzedniego paragrafu jest zwrócenia Twojej uwagi, że żyjemy w środowisku, które sprzyja niekoniecznie maksymalizacji tego, co służy nam w perspektywie długoterminowej. A być może maksymalizacja czegokolwiek, nie służy nam w ogóle. I zamiast podejmowania najlepszych decyzji, lepsze jest podejmowanie tych wystarczająco dobrych. Co często może się sprowadzać do niepodejmowania decyzji fundamentalnie złych.

Tego typu zagadnienia w kontekście pieniędzy i inwestowania zajmują bardzo dużo miejsca w książce The Psychology of Money. Z tego co pamiętam, to jest tam chyba nawet osobny rozdział poświęcony naszemu dzisiejszemu bohaterowi. Słówku Wystarczy. I chyba właśnie tam, opisana jest historia gościa, który był multimilionerem. Takim bardziej dziesiątki czy setki, niż 2 mln USD. Szanowany ziomeczek w świecie biznesu i finansów. I odpierdolił wałek, który pozwolił mu zgarnąć kilka dodatkowych baniek. Kilka dodatkowych baniek, które nie zmieniały kompletnie nic w jego życiu. Kilka dodatkowych baniek, dla których złamał zasady moralne, stracił zaufanie i finalnie wylądował bodajże za kratkami. Stosunek potencjalnej nagrody niewspółmiernie negatywny wobec potencjalnych konsekwencji.

I tutaj kłania się Albert Einstein i jego teoria względności. Dla przeciętnego człowieka kilka baniek to jest game changer. Dla którego być może warto podjąć większe ryzyko. A dla części ludzi pewnie nawet złamać własne zasady moralne czy prawo. Ale jak masz kilkadziesiąt baniek na końce to kilka kolejnych nie zmienia w zasadzie nic. To dlaczego być na nie tak bardzo łakomym? I ryzykować dla nich tak wiele?

Bo być może podczas tej gonitwy za pieniądzem, nie zdaliśmy sobie jeszcze sprawy, co one dla nas znaczą. Albo znaczą one dla nas rzeczy, które nam nie służą. Być może nasza bania jeszcze nie nadążyła za naszym stanem konta i dla niej te parę baniek nadal wydaje się być game changerem? A możemy gramy w grę bycia najlepszym (wyrażoną saldem konta) i Zbyszek akurat ma (albo twierdzi że ma) więcej i trzeba by go przegonić. Albo po prostu na najbliższym spotkaniu towarzyskim chcemy być w chwale tego, kto ostatnio zarobił najwięcej (aby tylko Somsiad w tym samym czasie nie zrobił większego wałka niż my).

Obecnie na rynkach finansowych, zwłaszcza krypto, mamy z tym Wystarczy jeszcze trudniej. Nie porównujemy się bowiem tylko z somsiadami, ale z całym światem. Konkurencja jest więc nieporównywalnie większa.

Wystarczy tylko odpalić Crypto Twittera, by zobaczyć, że właśnie każdy (oprócz nas samych oczywiście), w ostatnim tygodniu zamienił 0.05 ETH na miliony, poprzez inwestowanie w memecoiny. Miesiąc temu zgarnęli miliony na airdropie Arbitrum. W międzyczasie w 5 minut odpalając wielomilionowy biznes oparty o AI. Nie mówiąc już o tych 100 dolarach, które w 2021 wrzucli w NFTki, dzięki którym stali się posiadaczami kilku tropikalnych wysp.

Pierdolenie. Które jednak czy chcemy tego czy nie, ma na nas wpływ. Na postrzeganie nas samych i tego czego od siebie oczekujemy. Gdzie stawiamy swoje Wystarczy. I czy w ogóle takie Wystarczy istnieje w naszych rozważaniach.

Dlatego podczas webinaru Long Term Krypto 2 tak często zwracałem uwagę, na to, by rozpocząć od poznania samego siebie. I ustalenia wyniku, który będzie dla nas satysfakcjonujący. By pozbyć się naiwnego i szkodliwego myślenia, że będziemy mieć maksymalne profity, poprzez kupowanie na idealnych dołkach i sprzedawanie na jeszcze idealniejszych szczytach.

Próba podjęcia maksymalnie dobrej decyzji zazwyczaj jest znacznie kosztowniejsza, niż dokonanie satysfakcjonującego nas wyboru. Możemy spędzić miesiące, na researchu poświęconym zakupowi najlepszej pralki (po najlepszej możliwej cenie oczywiście). Albo w jedno popołudnie kupić wystarczająco dobrą. Natłok czasu i energii poświęcony na podejmowaniu decyzji niekoniecznie oznacza, że będzie ona obiektywnie lepsza. Co więcej, badania pokazują, że będzie subiektywnie gorsza. Będziemy się z nią gorzej czuli, będziemy mieć wątpliwości czy wybór był naprawdę najlepszy. Niech jeszcze nie daj boże Somsiad kupi drugą pralkę z naszych rozważań i będzie z niej niesłychanie zadowolony.

Na koniec fragment z jednego z ostatnich odcinków podcastu Tima Ferrissa na temat nieoptymalnego, ale satysfakcjonującego podejścia do życia:

    Komentarze są wyłączone, ale trackbacki i pingbacki są aktywne.