Przejdź do treści

o nastrojach.

Czyli kolejne moje racjonalizacje tego, dlaczego nie realizuję zysków na moich rosnących mniej lub bardziej torbach.

Po pierwsze primo, uważam że rynek krypto jest obecnie zdecydowanie bardziej zależny od światowej sytuacji ekonomiczno-rynkowej, niż był kiedykolwiek. Zdecydowanie pomocne są tutaj akceptowane spotowe ETFki na krypto. Na początku roku na Bitcoina. Teraz mamy pół akceptację dla Etherku. Zaraz kolejne monetki ustawią się w kolejce. I jak nieraz już wspominałem, finalnym znakiem końca bańki (które się nawet jeszcze nie zaczęła), będzie ETF na PEPE. 

Teraz napisze Wam sekretną tajemnice rynków: numerek robi up, jak więcej ludzików kupuje niż sprzedaje. A główne czynniki, które na to wpływają to płynność (by było za co kupować) i sentyment (by nie bać się kupować).

W kwestii płynności mamy dwa poziomy. Krypto. Oraz globalnych rynków finansowych. Im krypto jest większe (a całkiem sporo już się staje), tym to drugie ma większy wpływ na pierwsze. Aby pierwsze rosło niezależnie od drugiego ETFy są nam bardzo pomocne. Pisałem już o tym tutaj. Generalnie im więcej tradycyjnych instytucji finansowych oferuje spotową ekspozycję na krypto, tym lepiej dla nas. Zwiększa się płynność. Będzie na kogo spuszczać torby z większej wysokości. 

O tym, że generalnie płynność na światowych rynkach będzie rosnąć pisałem ten tryptyk czytanek na jesieni 2023 roku. I pierdoliłem przez dwie godziny podczas tego webinarku w grudniu tego samego roku:

Tutaj nic się nie zmieniło. 

Wszystkie rządy wiodących krajów maja,większe bądź mniejsze, wyzwania związane z obsługą swojego zadłużenia. Niespecjalnie mogą się też nie zadłużać dalej. Aby wygrywać kolejne wybory (zachód) czy nie zostać odsuniętym od władzy przez niezadowolony motłoch (Wielkie Chiny Ludowe). Nie pomagają tutaj starzejące się społeczeństwa. Którym trzeba coraz więcej dopłacać najpierw do lekarzów i leków. A potem do emerytur. No i jeszcze trza kupować nowe czołgi, samolociki, rakiety i dronki, no bo jest walka o światową hegemonię. Jednym słowem eldorado wzrostów wydatków i zadłużenia. Brzmi to fatalnie. Długotermino może takie być, ale dla rynków finansowych, zwłaszcza krypcioszków, to jest właśnie eldorado. Problem polega na tym, że na razie jeszcze niewielu to rozumie.

Również wszystkie wiodące gospodarki mają trochę problemów. Szczególnie w tradycyjnych sektorach. Co premium rynki bardziej oderwane od fizycznej rzeczywistości. Czyli technologię i krypto. 

I właściwe wszystkie czołowe mocarstwa chciały by troszku (z różnych powodów) osłabiać swoje waluty. Czy jest na to lepszy sposób, niż emisja dźwięku brrrrrr……?

Aj dont fink soł.

Jak to mawia klasyk batumskich nieruchomości i tureckiego kebaba: płynność rośnie i będzie rosła. 

Teraz poraz przejść do drugiego elementu układanki. Nastrojów. Te są generalnie niskie. Ale jak się ludzie zorientują, że wcale nie jest tak źle jak się im wydaje, to będę one rosnąć. 

Nastroje są niskie z różnych powodów. Najważniejszy jest taki, że ludzie to debile. 

Do tego debilstwa jesteśmy przystosowan ewolucyjniei. Mocniej reagujemy na bodźce negatywne, niż pozytywne. Bo te pierwsze mogły kiedyś oznaczać koniec naszego żywota i nie przekazanie dalej naszej puli genetycznej. 

Tak więc nawet z neutralnej puli informacji o rzeczywistości będziemy mocniej reagować na te negatywne. Więc świat będzie w naszych oczach wyglądał raczej gorzej niż w rzeczywistości. To jednak nie jest jeszcze specjalny problem. Gorzej, że wszelkiej maści twórcy informacją też wiedzom to, co napisałem powyżej. A to oznacza, że bardziej się im opłaca tworzyć treści negatywne. Bo będą one miały większe zasięgi, oglądalności, lajki, srajki i inne takie. Stąd w wiadomościach znajdziemy informację o tym, że rodzinka się rozjebała audicą na autostradzie. A nie że kilkaset tysięcy innych dojechało bezpiecznie do domu. O zgrozo, większość być może nawet w dobrych nastrojach i z uśmiechem na twarzy. I dokładnie z tego samego powodu krypto i fin influencery na twitterku i innych mediach pierdolom cały czas te same kocopoły o upadku świadka. Będzie krach na giełdzie bo:

  1. podnoszą stópki
  2. przestają podnosić stópki
  3. zaczynają obniżać stópki

Co śmieszniejsze, dla większość z nich wszystkie trzy odpowiedzi są poprawne. W praktyce – żadna. Trzeba regularnie realizowac zyski, bo bańk krypto zaraz pęknie (a pół roku temu jeszcze pierdolili, że czekają nas jeszcze miesiące bessy). Zaraz wjadą do nas ruscy na kupionych na dotacjach używanych niemieckich elektrykach. Najlepszym hitem jest jednak to, że za chwilę AI pozbawi nas wszystkich pracy, a jednocześnie przez kryzys demograficzny nie będzie komu pracować na nasze emerytury. Generalnie koniec świata. I do tego jeszcze sodomia i gomoria, bo murzyny, transy i żydy jeszcze do tego. 

Dla tych zjebów, wszelkie znaki na niebie będa wskazywac na to że jest źle, a będzie jeszcze gorzej. Ogarnijcie tych miszczów świata:

(specjalnie wrzucam screen, a nie link do tweeta, by nie tworzyć tym katastroficznym kurwiom zasięgów).

Jak ceny rosną, to jest kurwa źle. Ale jak zaczynają spadać, to już jest kurwa najgorzej. Nikt nie ma pieniążków, wszyscy umrzemy z głodu. Patrząc szerzej, w ciągu paru miesięcy przestajemy według wielu ekspertów umierać na inflację. Ale zaraz dojedzie nas jebana deflacja. Jak nie urok, to sraczka.

Jak poczyta się badania o nastrojach ludzi, to często tam widać pattern, że generalnie na świecie i w gospodarce to jest źle i tragedia. Ale ja akurat radzę sobie dobrze. Jest spoczko u mnie. Przyczyny tego mogą być co najmniej dwie. 

  1. ściemniam jak to dobrze jest u mnie, by nie wyjść na pizdę i przegrywa
  2. to jak jest u mnie oceniam po faktach, bo je widzę. to jak jest u innych (w gospodarce/na rynkach) oceniam na podstawie katastrofalnego pierdolenia malkontentów w telewizjach i internetach

Prawda leży pewnie gdzieś pośrodku. 

Tutaj obrazek potwierdzający to co mówię, że jest dobrze, ale odbiór jest że jest zły:

(źródełko: https://www.ipsos.com/en-us/latest-us-opinion-polls#us-economic-attitudes)

Gdzieś nawet w ostatnich tygodniach mignęło mi na twitterku, że w potoku gównianych nastrojów większość ankietowanych w stanach ma zdanie że amerykańska giełda jest w tym roku w plecy.

Rzućmy więc okiem na tegoroczne wykresy.

SP500 prezentuje się tak:

A NASDAQ tak:

Wnioski:

  1. wykresy są mniej medialne i zasięgowe niż widma zagłady, bo akurat dziś i wczoraj spada
  2. twórcy treści to atencyjne kurwy
  3. ludzie to debile 
  4. wszystkie odpowiedzi są prawidłowe

Jak już wrzucam wykresy, to polecem tym dalej. Tym razem gamestop (GME). Pamietamy jego legendarny short-squeeze z początków 2021 roku. Wyglądał on mniej więcej tak:

Dwa tygodnie temu twórca tamtejszego ruchu wrzucił pierwsze tweety po dłuższym okresie braku aktywności. Społeczność uznała to za znak, do rozpoczęcia kolejnej fali pompek na GME i AMC. Ale tym razem to wyglądało to tak:

No proszę państwa, to jest śmiech na sali. 

Dlaczego to tak wygląda? Dlaczego nawet polski akcyjno-spekulacyny twitterek, był zawalony waleniem konia przez pizdeuszy, że zrobili kilkadziesiąt procent w dzień czy dwa? Bo brak w nich wiary, że można zrobić coś więcej. Bo nastroje w nich niskie. Nawet jak rośnie, to napewno zaraz spadnie. Trza natychmiast wychodzić. Zamiast czekać z rękoma pod dupą na razy dziesięć. I ponieważ większość uczestników rynku jest w takich nastrojach, to taki scenariusz się spełnia.

I nas w naszym krypciuszkowym światku wcale nie jest lepiej. Jako, że jestem człowiekiem i nic co ludzkie nie jest mi obce, to lubiem sobie powalić do rosnącego PEPE:

Ponieważ jestem świadom że Bóg kocha nie tylko mnie, ale też innych ludzików, to staram się też cieszyć ich szczęściem. Nie jest to oczywiście łatwe, dlatego uważam, że słowo „staram się” jest przeze mnie niezwykle trafnie dobrane. W tym staraniach patrzam sobie na innych członków polskiego krypto twitterka, chwalących się swoimi zyskami na PEPE. Oczywiście, to że oni  też zarobili trochę mnie martwi:

Ale jeszcze bardziej smuta moje serduszko to, że najczęściej to jest historia typu: zyski zrealizowane, moon bagi pozostawione. Oczywiście jest to zdrowo rozsądkowe. Szlachetne. Zgodne z podręcznikiem. No ale prosze państwa z takim podejście to my do 1 dolara za PEPE nie dojedziemy!

Ale jest to tylko przykład szerszego bardzo szkodliwego zjawiska, jakim jest zdroworozsądkizm krypto inflenserów. Każden jeden regularnie wrzuca posty o realizacjach zysków, ostrożności, że większość straci etc. To zapewne wynika ze wspomnianego na początku naturalnego mechanizm skupiania się na negatywności. Oraz jeszcze świeżych traumach ostatniej kryptowalutowej bessy.

Na całe szczęście zarówno ten zdroworozsądkowy mechanizm ostrożności, jak i traumy mają to samo lekarstwo.

Są to alkohol i narkotyki. 

Dzięki którym nabieramy odwagi. Podejmujemy większe ryzyka. Czasem wręcz włącza nam się tryb nieśmiertelności. 

Mamy też taki narkotyk na rynkach. Nazywa się on euforia. I najczęściej jest on przyjmowany w formie sporych zysków (to już u niektórych występuje) podbijanych gorącymi wizjami kolejnych (tu jest słabo, na razie wolimy w większości realizowac zyski niż lecieć na księżyc).

Moim zdaniem do euforii jest nam jeszcze bardzo daleko. Nie jestem nawet pewny, czy towarzyszy nam optymizm. Patrząc na „pompke” na GME to nie specjalnie. 

Kiedy będzie euforia, to ja Wam nie powiem.

Ale bądą znaki.

Ci sami ziomki, którzy teraz piszą o realizacji zysków i zdrowym rozsądku, będą mówić o zrobionych x100 i projektach pod kolejne. Nie będą mówić o bańce o NVIDII, tylko scenariuszach jej akcji po 1000 USD. A Bitcoina po milion.

A na teraz (i na koniec pisanki) piosenka:

Jeden komentarz

  1. Samuel Samuel

    Bardzo ciekawy wpis. Dziękuję.

Komentarze są wyłączone, ale trackbacki i pingbacki są aktywne.