Przejdź do treści

Rok po upadku LUNY

Minął rok od upadku LUNY/UST. Kurz i emocje opadły. Moje trzy najważniejsze wnioski z tamtej sytuacji. W krótkiej i przystępnej formie do zaaplikowania na przyszłość.

Nie przeżyłeś bessy, nie przeżyłeś nic

Pierwsza moja lekcja, to nadmierna wiara w ryzykowny projekt. Podsycana wysokimi perspektywami zysku. Oraz zdawanymi do tej pory stress testami. Jednak stress test zdany podczas hossy, to jak matura napisana z dostępem do ChatuGPT. Problem pojawia się, jak odcinają Ci prąd i internetu i do przestajesz mieć dostęp. Analogiczny problem występuje na rynkach finansowych, gdy zaczyna się bessa i zaczynają się problem z płynnością. Szczególne mocną formę przybiera to podczas rynkowych krachów.

Moje zainteresowanie LUNĄ i UST zaczęło się na przełomie 2020 i 2021 roku. Tuż po tym, gdy ta sieć uruchomiła smart contracty. A wraz z nimi pierwszy projekt Mirror Protocol. Zdecentralizowaną platformę do handlowania syntetykami tradycyjnych instrumentów finansowych. Umożliwiał on spekulację na aktywach topowych amerykańskich spółek technologicznych czy cena podstawowych surowców. Oraz na zarabianiu na dostarczaniu płynności pod ten handel. To wszystko miało miejsce w momencie, gdy WallStreetBets przeprowadzało short squeeze na GameStopie. A w odpowiedzi na to brokerzy zaczeli blokować możliwość przeprowadzania transakcji kupna czy wręcz sprzedawali aktywa w imieniu swoich klientów, nie pytając się ich o zgodę. Podkreślając wszystkie patologie TradFi. Zaczynają od tego, że zazwyczaj nie grasz tam na rynku, tylko w specjalnym środowisku stworzonym przez brokera. Zazwyczaj po to, aby Cię wyruchać. Kończąc na tym, że Twoje aktywa nie są wcale Twoje i Twój broker (i 48 innych podmiotów znajdujących się pomiędzy Tobą a rynkiem) może z nimi zrobić co się im żywnie podoba. Alternatywa w której handle odbywa się przez całą dobę, 24h w tygodniu, bez możliwości zablokowania i bezpośrednio z Twojego portfela w moich oczach jawiła się jako prorok zdecentralizowanej przyszłości. W której będę mógł handlować właściwie wszystkim. Bezpośrednio na rynku. Bezpośrednio ze swojego portfela. Na transparentnych zasadach równych dla wszystkich.

Parę miesięcy później do ekosystemu dołączył Anchor. I jego legendarny prawie 20 procentowy yield. Pojawiały się zapowiedzi kolejnych klocków, które w przyszłości układały się w mojej głowie w zdecentralizowany system finansowy: zaawansowane DEXy, systemy lokatowo-pożyczkowe, lewar, rynki forex czy opcje. Miało być wszystko. I to wszystko oparte o UST. Algorytmiczny stablecoiny.

I wtedy nastąpił maj 2021 roku. A w nim dość mocny krach na rynku krypto. Wszystko spadało dość mocno. A LUNA nawet podwójnie mocno. A wraz z nią peg samego UST rozjechał się o kilka centów. Do dziś pamiętam topniejącą wartość LUNY i jej dokupowanie przy spadkach, by ratować zastaw w Anchorze. 

Po dwóch dniach paniki rynek się uspokoił. A po kilku dniach peg UST również wrócił do poziomu jednego dolara. Mega poważny stress test został zdany. Przez kolejny rok peg nie był już specjalnie zagrożony. A LUNA była jednym z lepiej rosnących coinów. Odbijając z okolic 4 dolarów w momencie krachu, do poziomów w okolicach 120 USD. Na moje nieszczęście. Zwiększając tym samym moje zaufanie do systemu. Podbudowywane dodatkowo wprowadzaniem (czy właściwie zapowiadaniem) kolejnych mechanizmów mających wzmacniać peg. Jakby tego było mało, to zarówno LUNA jak i peg UST radziły sobie całkiem dobrze podczas spadków. Oczywiście aż do maja 2022, gdy jebło wszystko.

Z perspektywy czasu krachu 2021 został przetrwany tylko dlatego, że rynek nie wchodził wtedy jeszcze w bessę. Tylko się mocno i gwałtownie korygował. A powrót do pegu najprawdopodobniej nie był organiczny, tylko sfinansowany przez kapitał VC zaangażowanych kapitałowo w ekosystem (jak Jump Crypto).

Wniosek z tego brzmi banalnie. Ale niestety tak się składa, że ten banały zazwyczaj po prostu działają. W krypto żadne rozwiązanie nie powinno budzić naszego zaufania, jeśli mechanizm o który jest oparty nie został sprawdzony w trudnych czasach. Nie jednorazowo. Lecz poprzez przetrwanie całego cyklu. Zarówno hossy jak i bessy.

Wyciągnięcie wniosków gówno daje

bo i tak zaślepi się posiadanie racji, żądza zysku czy górnolotne ideały z dupy. 

Wracamy na chwilę do krachu i chwilowego depegu UST w maju 2021. Chwilę wcześniej zgadałem się na Twitterze z Panem Paragrafem, że fajnie by było zacząć robić cykl o tym niezwykle ciekawym ekosystemie. Pierwszy odcinek jeszcze robiłem sam, bo Wojtek był na jakieś konferencji. I jego emisja wypadła tuż po owym krachu. W momencie gdy peg UST był jeszcze zachwiany. Jego miniatura pytała: „Luna, czy to jebnie”, a odcinek jest cały czas do obejrzenia tutaj:

Oczywiście nie znałem wtedy odpowiedzi na to pytanie. Ale wiedziałem, że moja alokacja w tym ekosystemie jest zbyt duża. Dowiedziałem się tego z poziomu stresu, który mi towarzyszył w tym czasie. Podzieliłem się ze słuchaczami tymi wnioskami, po czym zacząłem je wcielać w życie. Wyprowadzając część kapitału gdzie indziej.

Ale wiecie, potem peg miał się dobrze. LUNA rosła jak szalona. Cały ekosystem dawał dobrze zarobić. Więc rok później, na początku maja 2022 roku skończyłem z tym, że połowa mojego blockchainowego majątku znajdowała się w ekosystemie Terra. A z tej połowy połowę straciłem podczas krachu. O tym, że mogłem stracić mniej (a może i zarobić) napiszemy sobie w jednej z kolejnej sekcji). Teraz niech wybrzmi, że wyciągnięcie wniosków po szkodzie nie specjalnie musi działać. Tak jak stwierdzanie na kacu gigancie, że ja już kurwa więcej nie piję. Ok, może nie w kolejny weekend, ale za miesiąc pewnie wylądujemy w tym samym miejscu. Zwłaszcza jak fajni ludzie będą nam proponować kolorowe drineczki. Nie daj boże jeszcze za darmo. Łatwe pieniądze podczas krypto bańki to równie kusząca pokusa. Która sprawiła, że mój wniosek sprzed roku był zastosowany w ujemnym stopniu.

Czy możemy z tym coś zrobić?

Mam nadzieję że tak. Poprzez zwiększenie naszej świadomości. I regularny powrót do logicznej bazy z emocjonalnej krainy rynkowej zmienności. Im częściej będziemy wracać do naszych wniosków, tym większa szansa, że coś z nich wyciągniemy. Między innymi dlatego piszę teraz ten tekst. Aby przypomnieć sobie i pomóc zrobić to samo Tobie. A przecież mógłbym udawał, że rok temu to mnie tu nie było i nie byłem debilem. No niestety, byłem. I jest cały czas prawdopodobnieństwo, że tym debilem jeszcze nie raz będę. Jest ono paradoksalnie tym mniejsze, im bardziej zdaje sobie sprawę, że mogę nim być.

A jak już jesteśmy przy byciu debilem, to zapraszam do lektury artykułu, który napisałem przy okazji upadku FTXa:

Nie wyszedłeś!

Ostatnia lekcja jest po części pochodną pierwszej. Przez całą hossę, zgodnie z moim planem, systematycznie realizowałem zyski. Początki były trudne, no bo jak to tak sprzedawać ukochanego Bitcoina. Ale z czasem przychodziło mi to coraz łatwiej. A zwiększająca się ilość stablecoinów gwarantowała mi komfort psychiczny podczas burzliwych momentów.

Stablecoiny podkreślone są bez powodu. Bo to właśnie do nich wychodziłem z krypto. Ewentualnie innych syntetyków na blockchainie, które cenowo były powiązane z TradFi, a nie krypto. Jak akcje czy trusty kruszców na Mirror Protocol. Ostatni raz, gdy wypłacałem fiaty z krypto, to był czerwiec 2020 roku. Gdy po pół roku życia z oszczędności po rzuceniu pracy znacząco się one stopiły. A ja jeszcze nie podjąłem decyzji, aby sprzedać się na jakiś kontrakt by dorobić (co zrobiłem i tak chwilę później).

Trzymanie zrealizowanych zysków na blockchainie wynikało z dwóch głównych przesłanek. Ideologicznej. Czyli ja chcę świata, w którym na blockchainie, bezpośrednio z mojego portfela, mogę inwestować w dowolne instrumenty finansowe. Bez przechodzenia źmudnych i uwłaczających ludzkiej godności procesów KYC i AML. A skoro chcę takiego swiata, to z najmiętnością korzystam z pierwszych tego typu rozwiązań. I tu dochodzimy do przesłanki drugiej. Czyli chciwości. Zyska z posiadania dolara na blockchainie w latach 2021-22 był nieporównywanie wyższy niż w TradFi. Było to prawdziwe. Do czasu.

Nie byłoby to bardzo bolesne, gdy po prostu zmalał yield. Spadający zysk może powodować jakiś dyskomfort psychiczny. Ale nie powoduje strat. Gorzej, jak się okazuje, że Twój dolar szybko okazuje być kilkudziesięcioma centami. Podążając w kierunku centów kilka. 

Oczywiście głównym bohaterem jest to UST. W którym bezpośrednio bądź w instrumentach nim backowanych (mAssety na Mirror) posiadałem kwotę grubo ponad miliona złotych. Można powiedzieć, że może i realizowałem zyski wychodząc z rynku krypto. Ale od razu wchodziłem z nimi do kasyna. 

Podobnie miałem sporo pozycji w stable na Vires Finance w ekosystemie Waves. Ekosystem ten miał swojego algo stable – USDN. Moja ekspozycja na niego była raczej sporadyczna i znikoma. Ale pochłonięty rządzą mocno dwucyfrowych rocznych stóp zwrotu umieściłem tam pewne ilości USDT i USDC. Które to co cwańsi gracze powymieniali na posiadane przez nich USDN. Wymienili kamyczki na złoto. Które je usłużnie w swoim debiliźmie im dostarczyłem. Brawo Piotrku.

Definitywnie więc moja definicja wychodzenia z rynku w 2021 i 2022 roku była błędna. Aktywa onchain, które nie przeżyły przynajmniej jednego cyklu, z kilkoma rynkowymi krachami po drodze, nie mogą być uważane za sprawdzone i godne zaufania. Gdybym mógł się cofnąć w czasie, to pewnie wychodziłbym do bardziej konserwatnych i dłużej obecnych na rynku stable: jak DAI, USDC czy USDT. Chociaż i wtedy przeżywał bym emocjonalny rollercoster na początku tego roku, gdy USDC na parę dni utracił swój peg przez problemy amerykańskich banków. Więcej o tych problemach, ich źródłach i ratowaniu banków dowiesz się z poniższej nitki:

Wracając do moich wniosków na temat wychodzenia. Na chwilą dzisiejszą mimo tych wszystko perturbacji ze stable, nie zdecydowałbym się na wychodzenie do fiatów. To z pobudek ideologicznych. Dla większości pewnie zupełnie obcych i niezrozumiałych. Wychodziłbym więc do sprawdzonych długoterminowy stable o dużym market capie. I albo trzymałbym je bezpośrednio w portfelu. Albo w równie sprawdzonych protokołach DeFi.

    Komentarze są wyłączone, ale trackbacki i pingbacki są aktywne.