Przejdź do treści

Uwaga na deflację i decentralizację

Początek roku to czas prognoz co do jego przebiegu. Ja się w to nie bawię i prognozuje najbliższą dekadę: będziemy mieli wszystkiego w brut. I będzie to tanie w ciul.

Obieramy perspektywę

Ostatni rok nie był łatwy dla większości z nas. 

Jak wyjdziemy z kontekstu krypto do ogólnego, to dla sporej części z nas ostatnie trzy lata nie były łatwe.

Bolesna doświadczenia sprawiają, że nie jest nam łatwo z optymizmem patrzeć w przyszłość. Tak już biologicznie i psychologicznie działamy, że to czego doświadczamy, co przeżywamy teraz, zazwyczaj po prostu ekstrapolujemy na przyszłość. 

Dlatego podczas euforii towarzyszącej hossie większość zakłada, że wzrosty będą trwać nadal. A nawet wiecznie. Przed nami księżyc, a przyszłość rysuje się tak:

Analogicznie w okresach trudnych również zakładamy że tak będzie zawsze. A nawet, że będzie gorzej. W najlepszym wypadku nie będzie niczego. Przyszłość rysuje się następująco:

Tymczasem jak spojrzymy na szerszą perspektywę, to rzeczywistość wygląda trochę inaczej. Dzięki rozwojowi nauki i wynikającemu z tego postępowi technologicznego zdecydowana większość aspektów naszego życia w ciągu ostatnich dwóch wieków wygląda mniej więcej tak:

Nowa technologia rozwala system i pozwala na ogromny rozwój w dość szybkim czasie. Następnie ta sama technologia, nawet z drobnymi usprawnieniami, przestaje dawać kolejne tak duże efekty. Tempo postępu spada, aż do okresu stagnacji (nawet z okresowymi spadkami). Aż nie pojawi się kolejna innowacja w tej dziedzinie, która zacznie kolejną falę wzrostową.

Teraz spójrzmy na kilka realnych wykresów na temat ostatnich dwóch i pół wieku. Na pierwszy ogień średnia oczekiwana długość życia:

By Max Roser – https://ourworldindata.org/life-expectancy, CC BY 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=83546093

A poniżej zmiana procentowego zatrudnienia w rolnictwie w tym samym okresie w kilku krajach rozwiniętych (w tym w Polsce):

https://ourworldindata.org/employment-in-agriculture

Zwróć uwagę na ostatnie dekady na powyższym wykresie. Wykres nie jest już taki prosty i liniowy. Widzimy na nim chwilowe zachwiania trendu. To dlatego, że tutaj mamy zdecydowanie więcej data pointów i jesteśmy w stanie na wykresie bardziej oddać rzeczywistość. Która w ogromnej ilości obszarów jest najlepsza niż kiedykolwiek. O ile możemy sobie mówić (i pewnie nawet mieć rację), że 2, 5 czy 10 lat temu w jakimś aspekcie było lepiej. To 99,9 procent ludzkości która żyła kiedykolwiek na tej planecie, mogłaby nam zazdrościć tego, że my żyjemy teraz, a oni nie.

Na kilku kolejnych stronach pokażemy sobie kilka kolejnych wykresów i trendów, które sprawią, że już teraz zaczniesz zazdrościć sobie życia za 10 lat.

Ale najpierw dygresja. Zwróć uwagę, że użyłem sformułowania „na kilku kolejnych stronach”. Ale ten artykuł nie ma stron. Bo w ciągu ostatnich dwóch dekad zmieniliśmy technologię dzielenia się wiedzą. Papier, któremu zawdzięczamy wiele optymistycznych wykresów, oddał pole komputerom i internetowi. Jeszcze dwie dekady temu, aby pozyskać informację na jakiś temat, musiałeś zazwyczaj sięgnąć do książki. Kupić ją w lokalnej (sic!) księgarni bądź wypożyczyć w bibliotece (również lokalnej). Twój dostęp do wiedzy był ograniczony geograficznie. Jeszcze bardziej ograniczona była możliwość publikacji swoich treść. Dziś to może robić każdy. Jeszcze dwie dekady temu było to dostępne jedynie dla jednostek skupione wokół władzy, korporacji i ośrodków naukowych. Jak uświadomisz sobie skalę i skutki tego postępu w dostępie do informacji i wiedzy, to nie ma już wtedy pytań. Rysują się za to kolejne mega optymistyczne wykresy.

(Zadanie dla chętnych na szóstkę: jak na postęp wpłyną coraz lepsze modele AI mające dostęp do coraz większych zasobów danych dostępnych w internecie).

Automatyzacja baby

Jak wrócimy do naszego rolniczego wykresu, to będziemy mogli poszukać przyczyn tak gwałtownego spadku zatrudnienia w rolnictwie. Wynika to oczywiście z ogromnego wzrostu wydajności. Na który wpływ miało wiele czynników. Wśród nich na pewno rozwój chemii, której rolnictwo zawdzięcza nawozy sztuczne czy środki ochrony roślin. My jednak dzisiaj skupimy się na automatyzacji. Zwanej też kiedyś umaszynowieniem. Bowiem jest to trend, któremu zawdzięczamy ogromny rozwój wielu branż. Czy właściwie fakt powstania przemysłu. 

Obecnie roboty, w formie maszyn i/lub oprogramowania, są w stanie wykonywać coraz więcej zadań. Robiąc to coraz skuteczniej i taniej. We wszystkich obszarach gospodarki.

Teraz na chwilę wiedzie geopolityka. A wraz z nią drabina eskalacyjna. Ale przede wszystkim wjadą łańcuchy dostaw. Rozerwane łańcuchy dostaw. 

Swoją drogą, jakby ktoś wybierał boomerskie słowo roku, to byłby to murowanym faworytem w ostatnich latach (może z wyjątkiem tego roku, gdzie mgła wojny jest niczym Messi i Argentyna na mundialu).

To, że te łańcuchy dostaw zagościły w świadomości i języku przeciętnego Kowalskiego wynika właśnie z tego, że zostały one przerwane. Póki były całe i działały, to nikt się nimi nie przejmował. Ba, nikt nie wiedział, że istnieją.

I tutaj wtarabaniła się nam ta cała geopolityka, która zaczęła je przerywać. W różnych kontekstach i motywacjach. Czy to ze względu na COVID i towarzyszące mu lockdowny i ograniczenia transportu. Czy to ze względu na napięcia pomiędzy Chinami a USA. Czy to ze względu na skutki konfliktu zbrojnego na Ukrainie. Ale my nie będziemy się skupiać nad tym, dlaczego to łańcuchy się przerywają. Tylko zadamy sobie pytanie: dlaczego one w ogóle powstały?

Z pomocą w udzieleniu odpowiedzi na to pytanie przyjdzie nam Leo Beenhakker:

Źródło: https://kwejk.pl/obrazek/1241830/leo-why.html

W pewnym momencie, zaczęło się bowiem okazywać, że wytworzenie pewnych dóbr na drugim końcu świata było tańsze niż na miejscu. Co więcej, było to tańsze nawet po doliczeniu kosztów transportu (nasze kochane łańcuchy dostaw). Co więcej, było to znacząco tańsze. Coraz więcej zachodnich, kapitalistycznych korporacji zaczęło przenosić swoją produkcję. Głównie do Azji. Co znacząco obniżyło ich koszty. Pozwalając oferować swoim klientom produkty w coraz niższych cenach. Przy zachowaniu bardzo dobrej marży.

Zatrzymajmy się teraz na chwilę na tych niższych kosztach. Czynników na to wpływających na pewno jest wiele. Jednym z głównych są na pewno koszta pracy. Na nich skupimy się w tej sekcji. Kolejnych ważnym kosztem dla wielu producentów może być energia elektryczna. O niej w sekcji kolejnej. Kolejnym czynnikiem mogą być mniej rozwinięte regulacje oraz normami w kontekście BHP, ochrony środowiska etc. Tym się w tym artykule nie zajmiemy. Ale warto mieć to w świadomości będąc konsumentem.

Skupmy się teraz na kosztach pracy i na naszej automatyzacji. Jeśli zastępujemy człowieka maszyną, to koszty pracy przestają mieć znaczenie. Ale, aby miało to w ogóle miejsce, to koszt „zatrudnienia robota” musi być niższy niż koszt zatrudnienia człowieka.

Ostatnie zdanie jest nieprawdziwe. A właściwie to jest prawdziwe, tylko w pewnym wąskich warunkach. Którą brzmią tak: robota zatrudniamy w tym samym miejscu co człowieka. Jednak, jeśli robota zatrudnimy w innym miejscu, to okaże się, że możemy mu płacić więcej niż człowiekowi, a będzie to dla nas bardziej opłacalne. Bo na przykład skracamy sobie łańcuch dostaw i redukujemy koszty ekonomiczne  z tym związane. Z naszego równania ryzyk biznesowych możemy zredukować zagrożenie związane ze współpracą z zagranicznym producentem. Może się też okazać, że naszemu rządowi też przestała się podobać współpraca z zamorskim partnerem. I teraz mu zależy na przeniesieniu produkcji do kraju. W związku z czym możemy liczyć na dopłaty do robotów. Fantastycznie.

Robot ma jeszcze jedną przewagę nad człowiekiem. A przynajmniej nad człowiekiem zachodnim. Nie ma problemów z pracowanie w systemie trójzmianowym. A nawet z ciągłą pracą 24 godziny na dobę. Co stawia robota w uprzywilejowanej pozycji nawet przy pesymistycznym założeniu, że jego wydajność pracy będzie taka sama jak człowieka. Bo po pierwsze, w miejsce kilku ludzi pracujących na kilku zmianach trzeba wyszkolić tylko jednego robota. A po drugie zdecydowanie prościej jest wprowadzić produkcję ciągłą. Która pozwala bardziej skutecznie amortyzować koszty stałe biznesu. A tym samym osiągnąć wyższą marżę bądź zaoferować klientom tańszy produkt.

Robotom nie trzeba płacić. Ale trzeba je wytworzyć, zaprogramować (przeszkolić), konserwować a przede wszystkim dostarczyć prąd. I właśnie kwestii energii elektrycznej poświęcimy sobie kolejna sekcję tego artykułu.

Prąd tani jak barszcz

Koszt wytwarzania energii elektrycznej dąży do zera. 

Być może trudno w to uwierzyć z perspektywy dzisiejszej Polski. Gdzie w ciągu kilkunastu miesięcy ceny energii elektrycznej często wzrosły kilkukrotnie.

Jednak tutaj musimy wyjść z tu i teraz. Musimy obrać długoterminową perspektywę. Która pozwoli nam dostrzec przesłanki ku temu, że za prąd będziemy płacić coraz mniej. By być może w perspektywie kilku dekad stał się on kosztem znikomym.

Na chwilę jednak zatrzymamy się jeszcze przy obecnych wysokich kosztach energii. Chociaż są one dla nas i dla gospodarki bardzo bolesne, to mają jednak również plusy dodatnie. Sprawiają bowiem, że część kapitału, energii czy zasobów ludzkich jest teraz relokowane w stronę alternatywnych źródeł pozyskiwania energii. Które we wcześniejszym okresie nie były specjalnie opłacalne czy popularne politycznie. Widzimy to nawet na naszym lokalnym, obsranym gównem, polskim podwórku. Gdzie po trzech dekadach pierdolenia o energetyce jądrowej w końcu na przełomie października i listopada 2022 roku zapadły decyzje o budowie pierwszych polskich elektrownie nuklearnych. We współpracy z amerykańskimi i koreańskimi korporacjami. Oczywiście od decyzji do uruchomienia produkcji minie pewnie z dekada. No i oczywiście, jak to w Polsce, po drodze może się jednak okazać, że jednak nie. 

Ale mówię o tym, jako przykładzie, że jak trwoga, to… zaczynamy szukać rozwiązań. 

Nawet za wielką wodą, w samej Hameryce, widać zwiększone zainteresowanie sektorem energetyki jądrowej. Gdzie poziom inwestycji venture capitals w 2022 roku było rekordowo wysoki:

Grafika: https://www.notboring.co/p/four-seasons-total-tech 

Jak już jesteśmy za oceanem, to nie sposób nie wspomnieć o informacji z końcówki 2022 roku. W której tamtejsze Ministerstwo Energetyki poinformowało o dokonaniu pierwszej w historii fuzji nuklearnej o pozytywnym bilansie energetycznym. Czyli w wyniku całego procesu, po raz pierwszy w dziejach, wyjęto więcej energii niż wcześniej w niego włożono. Tutaj okres komercyjnego wdrożenia na masową ma szansę być nawet dłuższy, niż budowa i uruchomienie polskich elektrowni jądrowych. Ale przypomnijmy, że nasza perspektywa jest tutaj długoterminowa. A fuzja jądrowa nie jest wcale bohaterem. A tym bohaterem są Odnawialne Źródła Energii (OZE). Z panelami słonecznymi na czele. Które cały czas stają się coraz wydajniejsze i coraz tańsze w produkcji. W wyniku czego możliwość korzystania z nich staje się coraz bardziej powszechna. A koszt wytwarzania energii coraz niższy. Na poniższym wykresie możemy zaobserwować spadek kosztów wytworzenia jednego Wattu energii przy pomocy fotowoltaiki:

Grafika: https://www.notboring.co/p/blank-page 

Panele fotowoltaiczne mają tą właściwość, że nie tylko korzystają z odnawialnych źródeł energii, ale także mogą dokonać całkowitej reorganizacji rynku energetycznego. Obecnie jest to rynek silnie scentralizowany wokół dużych elektrowni. A znaczącym elementem kosztów, oprócz samego wytworzenia tej energii, jest utrzymania infrastruktury służącej do jej przesyłu. Fotowoltaika może zdecentralizować produkcję i wyeliminować znaczące pozycje kosztowe, jakimi jest utrzymanie sieci przesyłowej.

Co powiesz na świat, w który za dwie, trzy dekady dostęp do energii będzie właściwie nieograniczony i bardzo tani? Gdzie większość gospodarstw domowych i instytucji będzie w stanie zapewniać sobie ją samemu (tak, potrzeba jeszcze tańszej i wydajniejszej technologii przechowywania prądu – WIP). A wielkie kompleksy przemysłowe będą napędzane energię pochodzącą z fuzji jądrowej. Zresztą o jakich kompleksach przemysłowych mowa, skoro wszystko będziemy robić (hodować sobie) w domach?

Dr Jekyll & Mr Hyde

Od około dekady na naszych oczach, ale poza naszą powszechną świadomością, dzieje się największa rewolucji w historii ludzkości. W jej wyniku jesteśmy już w stanie modyfikować DNA organizmów żywych. Tak właściwie to już teraz możemy w domowych warunkach programować sobie nowe formy życia czy rodzaje tkanek. Konsekwencje tego w ciągu najbliższych dekad będą niewyobrażalne. Wielkich zmian doświadczymy w medycynie, rolnictwie czy produkcji.

Wszystko to zaczęło się wraz z odkryciem DNA. Dzięki któremu poznaliśmy język, którym zapisywane jest życie na tej planecie. Skoro znamy język, to może by tak pisać nim nowe rzeczy?

Każda rewolucja jest tak naprawdę ewolucja. Najpierw mamy wielkie oczekiwanie towarzyszące powstaniu nowej technologii. I towarzyszącą temu bańkę inwestycyjną. Następnie mamy rozczarowanie, że to jednak nie jest takie cudowne i wspaniałe. By potem w ciszy przez lata czy nawet dekady pracować w pocie czoła nad tym, aby w końcu było cudownie i wspaniale. By znowu zachwycić świat. Teraz widzimy to na przykładzie sztucznej inteligencji, która teraz zaczyna dostarczać to co obiecywała w latach 60 ubiegłego wieku.

Nie inaczej jest z genetyką.

W 1869 dowiedzieliśmy się o istnieniu DNA.

Ale dopiero w 1953 roku poznaliśmy jego strukturę.

By w 1966 roku poznać kod genetyczny i w 1977 roku nauczyć się sekwencjować DNA.

W 1987 roku rozpoczęliśmy prac nad poznaniem ludzkiego genomu. By zakończyć ten program w 2003 roku.

W tym samym 1987 roku miało miejsce zupełnie nieznaczące wtedy odkrycie. Japońscy uczeni zaobserwowali powtarzające się sekwencje DNA w kodzie genetycznym jednej z bakterii. Nie mając pojęcia czemu miałoby to służyć. Trzy dekady później, dzięki wysiłkom dziesiątek naukowców z całego świata, najpierw okazuje się, że jest to kod wirusa. A poprzez jego obecność w DNA bakterii ma ona wrodzoną odporność na jego działanie. Gdy to stwierdzono, pojawiło się pytanie: w jaki sposób bakteria umie wyciąć od wirusa kawałek DNA i wrzucić ten fragment do swojego kodu? Dziś już to wiemy. Mamy technologię do edycji DNA organizmów żywych. W 2020 roku przyznano za to chemicznego Nobla. A w międzyczasie Chińczycy stworzyli kilka dzieci z wrodzoną odpornością na wirus HIV.

W momencie, gdy będziemy w stanie szybko czytać DNA, rozumieć na co mają wpływ poszczególne geny i sprawnie je modyfikować, to rozpoczniemy całkiem nową grę. W której będziemy mogli powtarzać czy podkręcać dowolne działania i mechanizmy obecne wśród organizmów żywych. A być może projektować i tworzyć zupełnie nowe. Już mamy firmy, hodujące syntetycznie jedwab czy materiał służący pająkom do wytwarzania pajęczyny.

Podobno wystarczy kilkaset dolarów i parę tutoriali w internecie, przy przyłączyć się do tej gry… 

A ta gra może znacząco zmienić sposób w jaki wytwarzamy rzeczy. Jakąś dekadę temu pojawiła się narracja, że za jakiś czas wszystko będziemy sobie drukować w domach na drukarkach 3d. Od ubrań do jedzenia. Syntetyczna biologia być może za parę dekad sprawi, że stanie się to rzeczywistością. I będziemy sobie w domach hodować nową kurtkę czy też mięsko na wieczornego steka. Jak będzie wyglądał świat, w którym zdecentralizujemy wytwarzanie energii (o czym pisaliśmy w poprzedniej sekcji), jak i produkcję większości dóbr? 

Myśli kończące

Nasz umysł ma parę ograniczeń. Dwa z nich, które sprawiają nam szczególne problemy w kontekście „przewidywania” przyszłości to:

  • Silne bazowanie na strachu
  • Działanie umysłu tylko na danych z przeszłości, co utrudnia dojrzenie w przyszłości rzeczy i zjawisk nie istniejących

To można podsumować staropolskim: „panie, kiedyś to były czasy, teraz to nie ma czasów”.

A jednak czasy są cały czas. I to coraz lepszy. A do tego mamy coraz bardziej rozwinięte narzędzia i technologie do tego, by robić je jeszcze lepszymi. Dlatego jak powiedział pewien sympatyk kremówek z Wadowic: „nie lękajcie się”

    Komentarze są wyłączone, ale trackbacki i pingbacki są aktywne.